warszawa, PL
+48 507.717.345
lukasz@chinfo.pl

Czytanko

Czytanko

Czytanie jest bardzo szkodliwe.. chciałoby się powiedzieć. Ja to nawet przez to czytanie dorobiłem się okularów.. ale wróć, przecież te problemy ze wzrokiem to wina komputera, a na nim nie czytam niczego wartościowego..

Skoro już sobie zepsułem wzrok, to i postanowiłem, ze zacznę więcej czytać. Wtedy ten mój wygląd nerda nie będzie tak mocno kolidował z brakiem ..oczytania. O czytaniu audiobooków i sposobie na nie pisałem w poprzednim wpisie. Teraz przyszłą pora na takie czytanie co naprawdę może zmarnować wzrok.

Patrzę na sterty książek, w tym na tzw. klasykę, którą rodzice kupowali w księgarniach, bo nic innego nie było. Tutaj myślę o takich perełkach jak: Dickens, Cervantez, podręcznik do angielskiego mojej mamy itd. Ciężko wyłowić coś z tego coś, co mogłoby pomóc w ogarnięciu dzisiejszego świata. Jak żyć? Ja się wzdrygam na samą myśl o otwarciu takiej książki, a co dopiero będzie jak już moje drapichrusty zaczną myśleć o czytaniu czegokolwiek z własnej nieprzymuszonej woli. (Pomyślałem sobie teraz, że jestem optymistą, jeśli zakładam, że tak kiedyś będzie. Trzeba jakoś im wpoić szacunek do wiedzy pozyskiwanej ze słowa pisanego.)

Do rzeczy. Przemyślenie mam takie:

  1. Książki to najtańsza i najprostsza forma zdobycia kluczowej wiedzy. Jest to wiedza tania, jeśli książka jest dobrze pod nasze potrzeby dobrana i swoją życiową wiedzą, za raptem kilkadziesiąt złotych, dzieli się z nami autor, którego życie i osiągnięcia możemy postawić sobie za wzór.
  2. Nadmiar książek i uzależnienie od nich to ból głowy i zbieractwo
  3. Ebooki jako plik są relatywnie drogie w odniesieniu do odpowiedników fizycznych, a czytniki e-booków to kolejny gadżet, który starzeje się szybciej niż smartfon.

Mógłbym tu rzucić znowu jakiś przykład z chińskich aplikacji na telefon, które w wersji ‚dla swoich’ są pełne darmowych e-booków, ale mam rozwiązanie zachodnie. Patent jeszcze działa i oszczędza nam pięknie zarobione złotówki. Oczywiście ograniczeniem jest znajomośc j. angielskiego.

Czytniki e-booków – Rozwiązanie + Źródełko wiedzy

Spośród kilku producentów ebooków, ktory działa w modelu „kup mój hardware tanio, a ja cię zamknę w swoim ekosystemie i zarobie na Tobie w dłuższym terminie” = coś jak tania drukarka, drogi tusz. Wykorzystamy z premedytacją ten model firmy amazon, który od wielu lat produkuje czytniki Kindle. Polujemy więc na promo Kindla na amazon.de – dostawa do Polski „za darmo” od 39 euro warości zakupów. Kindle 10 można wyhaczyć na Amazonie, ale też w polskiej dystrybucji, już za ok. 300 zł. Inne nowości są dwukrtotnie lub trzykrotnie droższe. Jeśli mamy już czytnik, który obsługuje właściwie tylko format .mobi, to idziemy na stronę: pdfdrive.com i tam można pobrać interesujący nas plik. Z poziomu strony możemy wybrać, że interesuje nas rozszerzenie mobi -Amazona. Dzięki temu pomijamy bolesny, bo czasochłonny, etap konwersji pdfów do mobi przy użyciu desktopowego oprogramowania.

Jeśli celujemy w popularne biznesowe pozycje, wydatek na sprzęt zwróci się szybciutko, ale co jest najważniejsze chodzi o szybkość działania. Zaciekawił Cię wywiad na YT, w którym Twój autorytet poleca jakąś książkę. Odnajdujesz ją na pdfdrive i po chwili możesz już ją czytać.

W mojej ocenie takie rozwiązanie jest o tyle dobre, że nie martwię się już tym, ile czasu zajmie mi czekanie na przesyłkę książki i co ja z nią później zrobię. Nie zachęcam nikogo do łamania prawa i udostępniania plików, do których są przypisane prawa autorów i ograniczenia w dystrybucji w Internecie. Na jakiej zasadzie i według jakiej jurysdykcji linki do książek udostępnia pdfdrive, nie wiem. Wiem jednaj, ze nauka języka angielskiego do najlepsza inwestycja, a korzystanie z dobrodziejstw technologii książek elektronicznych. Sprzedawanie książek ze starej biblioteczki jest bardzo czasochłonne i frustrujące. „Fajnych” książek sprzed kilkunastu lat zwyczajnie nie opłaca się wystawiać. Wszystkiego jest za dużo. Ludzie chcą czytać przede wszystkim książki, na które jest bieżący hype. Powodzenia jeśli ktoś za parę lat będzie chciał sprzedać pozycję ubiegłorocznej polskiej noblistki. Swoją drogą spotkałem ją kiedyś podczas targów książki w Tajpej. Jak na tamte czasy i mój poziom intelektualny 😉 wydała mi się bardzo ciekawą osobą.

Tak czy inaczej, kupiłem sobie ostatnio taką prawdziwą książkę. Jest to: Strategia błękitnego oceanu. Pozycja stara, ale jara szczególnie teraz, kiedy , przynajmniej w mojej bańce algorytmowej”, zewsząd zarobieni ludzie promują rozwiązania w stylu” handluj na allegro” lub w ogóle „rób dropshippng”. Błękitny ocean to taka kwarantanna dla pomysłów biznesowych. Jest też dużo bardziej praktyczna i metodyczna od świetnej książki P. Thiela pt: Zero to One. Polecam obie. Pierwsza mówi o tym, że warto iść włąsną drogą i meandrować ze swymi koncepcjami tam, gdzie inne szybkie ryby i rybki się jeszcze nie zapuszczają. Druga gloryfikuje monopole. Życzę każdemu, a w szczególności sobie, żeby choć jeden w swoim życiu stworzyć.

Disclaimer: Zawarte we wpisie informacje są jedynie luźnymi obserwacjami i mają charakter rozważań. Autor nie potwierdza możliwości i legalności pozyskiwania danych z podanych stron, ani możliwości i legalności konwertowania plików miedzy zamkniętymi formatami zapisu danych. Think for Yourself. Question Authority.

 

2 komentarze

  1. Supergosc pisze:

    Drapichrusty!!! Nie słyszałem tego ojreslenia od jakis…30 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *